Z wyceną sięgającą kilkudziesięciu miliardów dolarów, wielomilionową bazą klientów i gigantycznymi zyskami, Revolut to dziś absolutny hegemon na rynku fintech. Jego twórca i CEO, Nik Storonsky, rzadko udziela wywiadów. W rozmowie z Harrym Stebbingsem w podcaście „20VC” bezlitośnie obnażył jednak metody zarządzania potężną maszyną, zdradził niechęć do londyńskiej giełdy i wyjaśnił, dlaczego algorytmy podejmują lepsze decyzje inwestycyjne niż ludzie.
Samonaprowadzające się pociski. Jak zatrudnia (i zwalnia) Revolut
Revolut słynie z ekstremalnie wymagającej kultury pracy, opartej na rygorystycznych wskaźnikach KPI. Cele są kaskadowane od poziomu całej firmy, przez departamenty, aż po indywidualnych pracowników. Storonsky stosuje przy tym brutalnie prosty system kategoryzacji ludzi, dzieląc ich na trzy grupy:
- Doskonali (Excellent): Działają jak samonaprowadzające się pociski. Sami wyznaczają sobie cel, naciskają guzik i trafiają bez niczyjej pomocy.
- Silni (Strong): Wymagają wskazania celu, ale gdy go poznają, docierają do niego samodzielnie.
- Przeciętni (Average): Wymagają cotygodniowych spotkań i ciągłych iteracji, by dowieźć wynik.
Dla osób poniżej pierwszych dwóch kategorii w firmie nie ma miejsca. Jeśli nowy pracownik nie zaczyna dowozić wyników po maksymalnie trzech tygodniach, następuje z nim natychmiastowe rozstanie. Jak zauważa CEO: „Kiedy pojawiają się wątpliwości, to znaczy, że nie ma żadnych wątpliwości”.
Najkosztowniejszym błędem w historii firmy okazało się uleganie rynkowej presji, by zatrudniać „doświadczonych, profesjonalnych menedżerów”. Zrekrutowano ponad 50 takich dyrektorów za pośrednictwem drogich agencji, po czym zwolniono niemal wszystkich (49 osób). Dziś panuje przekonanie, że poleganie na zewnętrznych konsultantach od zarządzania to po prostu dowód na niekompetencję własnych pracowników.
Fabryka innowacji i niespełnione marzenie Revolut działa jak potężny inkubator, stale poszukując nowych źródeł przychodów. Firma prowadzi równolegle ponad 20 „zakładów” (nowych projektów). Każdy z nich otrzymuje budżet rzędu 2-3 milionów funtów i mały, 10-osobowy zespół, który ma rok na dowiezienie wyników.
W ciągu ostatnich trzech lat wystartowano z 27 takimi projektami. Zaledwie pięć lub sześć odniosło spektakularny sukces (jak np. wirtualne karty eSIM), co skutkowało natychmiastowym dosypaniem kapitału i rozbudową zespołów. Podobna liczba okazała się kompletną porażką. Zaskoczeniem było fiasko funkcji zaliczek na poczet pensji (Salary Advance), która miała konkurować z chwilówkami. Produkt poległ przez zbyt skomplikowany lejek B2B – konieczność przekonywania korporacji do integracji systemów kadrowych całkowicie zabiła konwersję.
Rozmowa ujawniła również największe niespełnione dotąd marzenie produktowe prezesa: stworzenie pełnoprawnej bankowości prywatnej (Private Banking) dla najbogatszych klientów, z których wielu trzyma już w aplikacji wielomilionowe salda.
Podbój USA i bezpośrednie starcia z regulatorami
Jednym z największych wyzwań dla europejskich fintechów jest rynek amerykański, na którym polegli już niemal wszyscy wielcy gracze (m.in. N26 czy Monzo). Błędem firm technologicznych jest unikanie pełnych regulacji. Wchodząc w partnerstwa z tradycyjnymi bankami w USA, startupy drastycznie spowalniają swój rozwój – compliance partnera wymusza akceptację każdego ekranu, a brak własnego bilansu odcina możliwość agresywnej walki na kluczowym w Stanach rynku kart kredytowych. Revolut planuje pójść własną drogą, zdobywając pełną licencję bankową.
Zmieniło się również podejście firmy do samych regulatorów. Zamiast chować się za plecami PR-owców i „siwowłosych dyrektorów ze starych banków”, Storonsky idzie na spotkania sam. Zauważa, że tłumaczenie technologii prostym językiem i prezentowanie twardych danych działa znacznie lepiej niż mętny żargon starych bankierów, którzy często ukrywają pod nim swoją technologiczną niekompetencję.
Giełda: Londyn traci debiut dekady
Nik Storonsky posiada potężną kartę przetargową. Jego krytyka brytyjskich przepisów giełdowych, w tym 0,5-procentowego podatku od transakcji (stamp duty), zmusiła brytyjski rząd do desperackiej reformy. Jesienią 2025 roku wprowadzono specjalne, 3-letnie zwolnienie z tego podatku dla debiutujących spółek. Mimo to londyńska giełda (LSE) prawdopodobnie i tak obejdzie się smakiem. Kalkulacja Revoluta jest chłodna: giełda w USA jest znacznie bardziej płynna, a handel nie jest tam objęty sztucznymi „wakacjami podatkowymi” – jest po prostu darmowy.
Sztuczna Inteligencja zastępuje fundusze VC
Znużony tradycyjnym modelem funduszy Venture Capital, które często zachowują się jak stada owiec i wycofują finansowanie przy pierwszych spadkach na giełdzie, Storonsky założył własny fundusz – Quantum Light.
To w pełni zautomatyzowana maszyna inwestycyjna. Zespół inżynierów wytrenował modele uczenia maszynowego analizujące 25 kluczowych cech startupów na etapie Series B. Wyniki pokazały, że algorytmy mają skuteczność wyższą niż 95% ludzkich inwestorów na rynku. Dane są bezlitosne: idealny wiek na sukces założyciela to 25-35 lat, po przekroczeniu tej granicy szanse drastycznie spadają. Dodatkowo, posiadanie dyplomu z nauk ścisłych (STEM) na topowym uniwersytecie jest jednym z najsilniejszych wskaźników przyszłych zysków.
Brak work-life balance kluczem do sukcesu
Na koniec wywiadu uderzono w jeden z największych mitów współczesnego rynku pracy. Podczas gdy większość narracji skupia się na zbalansowanym życiu, CEO Revoluta uważa, że to właśnie totalny brak balansu (imbalance) jest niezbędny do osiągania wybitnych celów. Im większe skupienie i gotowość do poświęcenia innych aspektów życia, tym większa szansa na sukces.
Jak sam przyznaje, 99% jego pracy to stres i rozwiązywanie najbardziej irytujących problemów, których nikt inny w firmie nie potrafi rozwiązać. Receptą na przetrwanie w tym środowisku nie jest urlop, lecz rygorystyczny reżim sportowy, który pozwala utrzymać poziom energii niezbędny do operowania na najwyższych obrotach.


Leave a Comment