W 1998 roku Sergey Brin wspólnie z Larrym Page’em założyli Google w garażu. Dziś, w 2025 roku, Brin patrzy na sztuczną inteligencję z perspektywy kogoś, kto już raz był świadkiem technologicznej rewolucji. Ale tym razem to nie jest kolejna fala. To tsunami. Jak sam mówi, „nie wiemy nawet, gdzie jest szczyt tej góry”.
AI vs. internet: podobieństwa i fundamentalne różnice
Brin przyznaje, że można szukać analogii między boomem AI a rozwojem internetu. Ale różnica jest zasadnicza. Internet był przewidywalny. Nawet w latach 90. można było sobie wyobrazić, że każda firma będzie miała stronę WWW, że ludzie będą komunikować się na dużą skalę.
Z AI jest inaczej. „Nie wiemy, czy istnieje granica inteligencji. Czy można być sto razy mądrzejszym od Einsteina? Albo miliard razy?” — pyta Brin. To nie jest tylko technologia. To badanie granic rzeczywistości.
Wynalazek czy odkrycie?
Dla Brina AI to po części wynalazek, a po części odkrycie. Jak fizycy badają granice wszechświata za pomocą mechaniki kwantowej, tak informatycy testują granice inteligencji. „Nie wiesz, ile obliczeń może dać ci wszechświat, dopóki tego nie sprawdzisz.”
To nie HTML i protokóły TCP/IP. To pytania o to, co to znaczy być świadomym. Czy maszyna może mieć świadomość? A jeśli tak, co to dla nas znaczy?
Czy AI zbuduje samo siebie?
Brin przyznaje, że jedno z najbardziej science-fiction brzmieniących marzeń jest coraz bliżej realności: AI projektująca i rozwijająca kolejne wersje samej siebie. Już teraz narzędzia jak Gemini pomagają naukowcom debugować kod czy analizować dane. Ale co, jeśli następna wersja modelu będzie w dużej mierze stworzona przez poprzednią?
Brin szacuje, że może to nastąpić w ciągu 3-4 lat, ale dodaje: „Na razie takie AI nadal potrzebuje ludzkiego kierunku. Ale kto wie, jak długo jeszcze.”
AI video: zabawka czy narzędzie?
W rozmowie pojawia się temat generowania wideo przez AI. Czy to tylko „TikTokowy rot”, czy coś więcej? Brin wskazuje na współpracę z filmowcami, m.in. Darrenem Aronofskym, którzy testują nowe modele do tworzenia hybrydowych dzieł filmowych. „To jak nowe narzędzie w ofercie Industrial Light & Magic, tylko że dopiero uczymy się je obsługiwać.”
Jak mówi Brin: „To najgorszy moment, w jakim te narzędzia będą kiedykolwiek były.” W domyśle: będzie tylko lepiej.
Co robić, jeśli nie jesteś inżynierem w Google?
Brin uspokaja: rewolucja nie jest zarezerwowana tylko dla gigantów. Rośnie liczba modeli open source, możliwości eksperymentowania w akademii i małych firmach. „To dobry czas, by mieć wpływ, nawet nie trenując własnych modeli podstawowych.”
W praktyce oznacza to:
- testuj istniejące narzędzia,
- buduj na bazie gotowych modeli,
- skup się na konkretnej dziedzinie (np. edukacja, medycyna, sztuka),
- i nie czekaj, aż narzędzia będą perfekcyjne.
„Nie mam czasu na filozofię” (a może jednak?)
Brin przyznaje, że na co dzień nie ma zbyt wiele czasu na rozważania filozoficzne. „Zajmuję się tym, czy model dobrze się odpala, czy mamy odpowiednie benchmarki, czy działa wersja Ultra.”
Ale gdy pojawiają się nowe typy modeli (np. tekstowe dyfuzje), pytania filozoficzne wracają z nową mocą:
- Co znaczy, że model jest „dobry”?
- Jak porównać dwa zupełnie różne sposoby generowania treści?
- Czy AI może być twórcze w taki sam sposób jak człowiek?
Podsumowanie: jesteśmy dopiero na początku
Brin nie szuka taniej sensacji. Jest pokorny wobec tego, co nadchodzi. AI to nie kolejna aplikacja. To eksploracja natury inteligencji.
„Dwa lata temu modele robiły głupie błędy. Dziś mogę na nich pracować. A za dwa lata… sam nie wiem, gdzie będziemy.”
To zdanie powinno zostać z nami. Bo w odróżnieniu od internetu, nie wiemy, gdzie jest sufit. Może go po prostu nie ma.






Leave a Comment